W naszym klubie pasja do gór często jest dziedziczna. Nic nie cieszy bardziej niż widok młodego pokolenia, które z odwagą i uśmiechem idzie w ślady rodziców, odkrywając przy tym własną miłość do wspinaczki.
Z ogromną przyjemnością oddajemy głos naszej klubowiczce, Magdzie Magdziarz, która podzieliła się swoją osobistą i pełną humoru relacją z wyprawy na najwyższy szczyt Słowenii. To opowieść o determinacji, rodzinnej współpracy i o tym, że najlepszą motywacją bywa czasem… obietnica gorącego rosołu. Zapraszamy do lektury.
Tekst oryginalny: Magda Magdziarz
Granice są tylko w naszych głowach – Triglav 2864 m n.p.m.
18 sierpnia 2025 roku stanęłam na szczycie Triglava – razem z Marcinem Miśków, Mariuszem i… moją 11-letnią córką Tają Zhao, więc tym razem nie tylko o klubowiczach, ale o kolejnym pokoleniu, które rośnie nam pod nosem i najwyraźniej nie zamierza czekać, aż „dorośnie”, żeby wejść na najwyższą górę Słowenii.
Dzień 1 – „czasówka po słoweńsku”
17.08, godzina 6:00 – start z parkingu. Pierwszy cel: Vodnikov dom. Tabliczki pokazują 4h. Idziemy godzinę – i… nadal 4h. Słoweńska matematyka górska.
Po kolejnych godzinach docieramy do Domu Planika. Obsługa straszy burzą, więc grzecznie zostajemy na noc. Szczyt musi poczekać do jutra.
Dzień 2 – ferrata, mleko i rosół w roli motywacji
6 rano – śniadanie, plecaki odchudzone i ruszamy. Najpierw piarg – niby sypki, niby trudny, a 11-latka przechodzi bez mrugnięcia okiem. Potem wpinka w stalową linę i w górę ferratą A/B przez Mały Triglav.
Widoczność? Zero – idziemy w mleku. Ale na szczycie wiatr rozwiewa chmury i… MAMY TO! Triglav zdobyty.
Wejście zajmuje nam 3h, mijanki na dwukierunkowym szlaku przypominają korki na Zakopiance, ale humor dopisuje. Taja myśli już tylko o rosole ze schroniska – i to jest jej prawdziwy „peak motivation”.
Zejście – czyli kto się stresuje?
Ferrata kończy się w różnych dziwnych miejscach, piarg sypie się pod nogami – matka (czytaj: ja) ma już w ręku linę, gotowa prowadzić. Ale młoda? Zero stresu. Motywacja jedzeniem działa lepiej niż jakikolwiek trening mentalny.
Po 6h jesteśmy z powrotem w Domu Planika, a potem długie zejście do auta. Tabliczki znowu swoje: na dole 6h do szczytu, w połowie 4h do parkingu i 3h do szczytu. Logika szlaków w Słowenii rządzi się własnymi prawami.
Podsumowanie
Czy było trudno? – „Tak” (odpowiada Taja). Czy było warto? – „Jeszcze jak!” Czy będzie następny szczyt? – „Tak, ale dopiero w przyszłym roku."



