Jest piąta rano. Niechętnie wychodzimy z ciepłego samochodu. Jesteśmy na parkingu w Tatrzańskiej Polance (1000 m n.p.m.), termometr wskazuje -7 stopni, a powoli rozjaśniający się horyzont zwiastuje szybkie nadejście poranka. Nie tracąc czasu ubieramy buty, wrzucamy wory na plecy i o 5:15 ruszamy. Z początku zielonym szlakiem w stronę Śląskiego Domu, potem odbijamy na żółty i kierujemy się bezpośrednio w stronę Batyżowieckiego Stawu. Szlak jest nieprzedeptany, ale z wyjątkiem kilku miejsc, śnieg jest twardy i spokojnie pokonujemy kolejne metry.