Drodzy miłośnicy wspinaczki. W te wakacje, we wrześniu, udaliśmy się z mężem na Sardynię w celach plażowo-wspinaczkowych. Oba cele zostały osiągnięte w stopniu bardziej niż zadowalającym. Wspinania jest tam w bród, a plaże ciągną się, gdzie się nie spojrzy.
Na wyspę zabrał nas rajaner z Krakowa. Wylądowaliśmy w Cagliari. Wypożyczyliśmy samochód i ruszyliśmy przed siebie. Obraliśmy kierunek północno-wschodni. (Niestety bez samochodu za dużo się na Sardynii nie zwojuje, bo prawie że nie istnieje tam coś takiego jak transport publiczny.)